Z początku wydawało mi się, że to tylko senny koszmar, ale moja boląca głowa dała do zrozumienia, że jednak nie. Starałam się nie panikować, na tyle na ile było to możliwe. Nasłuchiwałam. Nikogo nie było. Wstałam powoli. Było to trudniejsze niż myślałam. Nogi miałam jak z waty. Dokuśtykałam do okna. Nie rozpoznając otoczenia dowlekłam się do drzwi. Były zamknięte! Zaczęłam w nie walić i wrzeszczeć ile tylko miałam tchu. Nie wiem czego się spodziewałam, że będą otwarte na oścież, a ja sobie wyjdę jak gdyby nigdy nic? Opanowałam się. Krzyczenie nic mi nie pomoże, najwyżej zaszkodzi jeżeli by mnie usłyszeli. Rozejrzałam się po domu. Był ten jeden pokój , w którym spałam oraz drugi zamknięty na klucz. Zauważyłam małe pomieszczenie. Łazienkę. O dziwo było w niej wszystko co powinno być w łazience. Wanna, umywalka, szafeczka, lustro. Spodziewałam się co w nim ujrzę. Przestraszoną, brudną blondynkę z czymś co zawsze miało mi przypominać wydarzenie z „najlepszych” lat mojego życia – blizną przebiegającą od skroni koło ucho po szyję, którą zawsze chowam pod długą grzywką. Przemyłam twarz zimną wodą. Zaczęłam grzebać w w szafce w poszukiwaniu noża, prochów, lub czegoś czym mogłabym się zabić. Jakiś buteleczki… Nie mogłam nic przeczytać. Znów wszystko się mnożyło w moich oczach. Nagle usłyszałam gwałtowne szarpnięcie klamki. Do pokoju wparował jakiś koleś. Zaczął się ze mną szarpać. Odruchowo zaczęłam stawiać opór. Zaczął mną trząść. Oberwałam, po chwili miałam zderzenie z lustrem, które nagle stało się tysiącem srebrnych kawałków przypominających brokat. Upadłam, a mój łeb zahaczył o brzeg wanny. Straciłam przytomność, na chwilkę, bo jak inaczej wytłumaczyć czarną pustkę w głowie i zero bólu. Jednak po chwili wrócił. Siedziałam oparta o wannę, a ten zboczeniec dobierał mi się do spodni. Otworzyłam oczy odepchnęłam go. Efekt zaskoczenia! Niestety nie zdążyłam nic zbytnio zrobić. Złapałam coś co mi wpadło po ręce. Buteleczki. Upuściłam je, pękły, a na podłodze rozlał się z nich jakiś płyn. Poślizgnął się, uderzył u brzeg wanny i… zapominając, że ciągle mnie trzyma poleciałam na niego. Nie ruszał się. Musiał się mocno walnąć. Wstałam ostrożnie i wybiegłam do przedpokoju. Tak! Drzwi było otwarte na oścież! Pobiegłam do nich i… wielkie rozczarowanie. Zderzyłam się z Danielem. Złapał mnie za nadgarstek rozrywając moją cenną bransoletkę – pamiątkę po babci. Mama zawsze mówiła, zanim mi ją przekazała, że przynosiła jej szczęście. Koniec rozczulania. Daniel spojrzał na moje rozdarte i spadające jeansy po czym na moją głowę. Założę się, że była cała zakrwawiona. Co ja mówię! Cała byłam we krwi. Własnej! Ciągle mnie to wspomnienie przeraża. Pocieszyłam się tym, że rany głowy krwawią najmocniej. Ale on chyba o tym nie wiedział. Stał wpatrzony we mnie jak w coś ci nie istnieje w naszym świecie. Oczywiście skorzystałam z okazji. Wybiegłam. Okazało się, że było to mieszkanie w blokach. Schodzenie po schodach nie uławiał ból… wszystkiego, ale go zignorowałam. Świeże powietrze, fala chłodu i uczucie wolności. Jednak nie było czasu na rozkoszowanie. Ruszyłam dalej. Nie wiem dokąd chciałam dojść, byle jak najdalej od tamtego miejsca. I wtedy ogarnęła mnie panika, chłód, nie wiem gdzie jestem ani co się stało z Julą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz