Moje święte jak zwykle jestem w rozsypce i wszędzie rozchwytywana, że nawet nie miałam okazji złożyć Wam świątecznych życzeń. Ale nic straconego:
Życzę Wam wspaniałych świąt w rodzinnej i szczerej atmosferze, aby wasze najskrytsze marzenia się spełniły, a waszego życia nie zaburzały nieszczęśliwe przypadki.
Ja niestety jestem nieszęśliwa i nie wiem kto mi to je może dać. Może zacznę butelkować smutek?
Do zobaczenia!
.
sobota, 25 grudnia 2010
czwartek, 23 grudnia 2010
CBŚ coraz bliżej święta =]
Widzę, że nasza polonistka miała razcję. Dzisiejsze pokolenie jest obrazkowe. Cóż widze, że nudzi was czaytanie historyjek z mojego życia, więc może coś zmienie na moim blogu... Zobaczy sie.
Bo przyjaciel to ktoś kto poświęci cały swój wolny czas, aby tylko potrzymać Cię za rękę...
Była noc i nikogo na ulicach… Znalazłam jakiś park. Włóczyłam się po nim wyczerpana. Był w nim staw… Staw! Tak! To ten sam staw, który widać z okna mojej przyjaciółki Marty. Nabuzowana nadzieją i nowa energią zaczęłam poszukiwania. To był numer 12, nie, nie, to był nr 14, a może 16 czy 15? Zamknęłam oczy i wróciłam do wspomnień z dzieciństwa. Kiedy to razem chodziłyśmy do tego parku i puszczałyśmy kaczki na jeziorku. Z którego balkonu wołała nas jej mama na obiad, z której strony? Zdałam się na swoją intuicję. Potwierdziła swoją niezawodność, gdy na domofonie ujrzałam znajome nazwisko. Zaczęłam naciskać guzik jak dziecko z ADHD. Nikt nie podnosił. Tym razem po prostu oparłam czoło o guzik. Odebrała Marcia wrzeszcząca, że zadzwoni na policje jak nie przestane. A ja nie mogąc wydusić z siebie słowa wybuchnęłam płaczem. Poznała go. Ten szloch kiedy w dzieciństwie pokłóciłyśmy się o lizaka, ten płacz po upadku, ten krzyk przy wierzeniach… Ale nie otworzyła, lub to ja nie pociągnęłam za klamkę od klatki, nie pamiętam. Zbiegła do mnie na dół, przytuliła. Nie pytała co się stało. Po prostu zaprowadziła mnie do mieszkania jak dziecko, które jest uzależnione od matki. Gdy w świetle zobaczyła jak wyglądam wykrzyknęła.
- Co ci się stało? – zapytała prowadząc mnie do łazienki – Naleje ci wody, musisz się umyć – oznajmiła już sama płacząc – Nikogo u mnie w domu nie ma, rodzice pojechali do znajomych.
Wiedziała, że nie należy pochopnie dzwonić do moich starych znając już moje przygody. Od uzgodnienia planu ze mną nie ma nic ważniejszego. Opowiedziałam jej wszystko dokładnie, a potem poprosiłam, aby schowała bluzę Daniela i pożyczyła mi jakieś swoje ciuchy. Zadzwoniła do moich rodziców. Ja oczywiście stchórzyłam. Marta powiedziała, że teraz śpię. Znając ich tempo za jakieś 20 min będą… Dowiedziała się, że policja zaraz po zdarzeniu złapała tamtych dresów, którzy „uprowadzili” Julę, a ja tajemniczo zniknęłam. Zawsze miałam, mam i będę miała pecha. Ale dobrze, że Juli nic się nie stało. Rodzicom i na komisariatach ciągle powtarzam, że nic nie pamiętam do momentu kiedy znalazłam się w parku. Wszyscy tłumaczą to sobie moją rozwaloną głową. Ale ja pamiętam i nigdy nie zapomnę… Daniel cały czas do mnie wydzwania (zapomniałam, że on cały czas ma mój numer) Oczywiście nie odbieram. A w takie wieczory jak ten siedzę na parapecie, tuląc jego bluzę , płacząc i patrząc w gwiazdy rozmyślając co by było gdyby…
wtorek, 21 grudnia 2010
Ciąg dalszy ciągu dalszego
Z początku wydawało mi się, że to tylko senny koszmar, ale moja boląca głowa dała do zrozumienia, że jednak nie. Starałam się nie panikować, na tyle na ile było to możliwe. Nasłuchiwałam. Nikogo nie było. Wstałam powoli. Było to trudniejsze niż myślałam. Nogi miałam jak z waty. Dokuśtykałam do okna. Nie rozpoznając otoczenia dowlekłam się do drzwi. Były zamknięte! Zaczęłam w nie walić i wrzeszczeć ile tylko miałam tchu. Nie wiem czego się spodziewałam, że będą otwarte na oścież, a ja sobie wyjdę jak gdyby nigdy nic? Opanowałam się. Krzyczenie nic mi nie pomoże, najwyżej zaszkodzi jeżeli by mnie usłyszeli. Rozejrzałam się po domu. Był ten jeden pokój , w którym spałam oraz drugi zamknięty na klucz. Zauważyłam małe pomieszczenie. Łazienkę. O dziwo było w niej wszystko co powinno być w łazience. Wanna, umywalka, szafeczka, lustro. Spodziewałam się co w nim ujrzę. Przestraszoną, brudną blondynkę z czymś co zawsze miało mi przypominać wydarzenie z „najlepszych” lat mojego życia – blizną przebiegającą od skroni koło ucho po szyję, którą zawsze chowam pod długą grzywką. Przemyłam twarz zimną wodą. Zaczęłam grzebać w w szafce w poszukiwaniu noża, prochów, lub czegoś czym mogłabym się zabić. Jakiś buteleczki… Nie mogłam nic przeczytać. Znów wszystko się mnożyło w moich oczach. Nagle usłyszałam gwałtowne szarpnięcie klamki. Do pokoju wparował jakiś koleś. Zaczął się ze mną szarpać. Odruchowo zaczęłam stawiać opór. Zaczął mną trząść. Oberwałam, po chwili miałam zderzenie z lustrem, które nagle stało się tysiącem srebrnych kawałków przypominających brokat. Upadłam, a mój łeb zahaczył o brzeg wanny. Straciłam przytomność, na chwilkę, bo jak inaczej wytłumaczyć czarną pustkę w głowie i zero bólu. Jednak po chwili wrócił. Siedziałam oparta o wannę, a ten zboczeniec dobierał mi się do spodni. Otworzyłam oczy odepchnęłam go. Efekt zaskoczenia! Niestety nie zdążyłam nic zbytnio zrobić. Złapałam coś co mi wpadło po ręce. Buteleczki. Upuściłam je, pękły, a na podłodze rozlał się z nich jakiś płyn. Poślizgnął się, uderzył u brzeg wanny i… zapominając, że ciągle mnie trzyma poleciałam na niego. Nie ruszał się. Musiał się mocno walnąć. Wstałam ostrożnie i wybiegłam do przedpokoju. Tak! Drzwi było otwarte na oścież! Pobiegłam do nich i… wielkie rozczarowanie. Zderzyłam się z Danielem. Złapał mnie za nadgarstek rozrywając moją cenną bransoletkę – pamiątkę po babci. Mama zawsze mówiła, zanim mi ją przekazała, że przynosiła jej szczęście. Koniec rozczulania. Daniel spojrzał na moje rozdarte i spadające jeansy po czym na moją głowę. Założę się, że była cała zakrwawiona. Co ja mówię! Cała byłam we krwi. Własnej! Ciągle mnie to wspomnienie przeraża. Pocieszyłam się tym, że rany głowy krwawią najmocniej. Ale on chyba o tym nie wiedział. Stał wpatrzony we mnie jak w coś ci nie istnieje w naszym świecie. Oczywiście skorzystałam z okazji. Wybiegłam. Okazało się, że było to mieszkanie w blokach. Schodzenie po schodach nie uławiał ból… wszystkiego, ale go zignorowałam. Świeże powietrze, fala chłodu i uczucie wolności. Jednak nie było czasu na rozkoszowanie. Ruszyłam dalej. Nie wiem dokąd chciałam dojść, byle jak najdalej od tamtego miejsca. I wtedy ogarnęła mnie panika, chłód, nie wiem gdzie jestem ani co się stało z Julą.
sobota, 18 grudnia 2010
Ciąg dalszy
Ocknęłam się w jakimś jadącym alkoholem pokoju. Nie było go. Mimo, że tyle się zdarzyło wszystko doskonale pamiętałam do pewnego momentu. Jakiś dwóch gości stało obok tej sofy na której leżałam i wrzucało na siebie. Nagle zorientowałam się, że coś do mnie mówią, ale nic nie słyszałam. Tylko obserwowałam ruchy ich warg. I nagle, jakby po kolei wszystkie moje zmysły wyłączały się. Ale ciągle byłam przytomna. Nieświadoma, ale przytomna. Dalej wszystko pamiętam jak przez mgłę. Do pokoju wszedł Daniel. Zaczął na nich wrzeszczeć coś o mnie i dragach. Oni chyba wyszli i zostaliśmy we dwoje. Ten cham wykorzystał to, że mnie naćpali! Nachylił się nade mną i „zaczęliśmy” (nie miałam na to wpływu) się namiętnie całować. Nie wiem jak, ale udało mi się zdobyć na ciche i delikatne „I co? Sprawia ci to przyjemność, że możesz mnie wykorzystywać, całować i nawet uprawiać seks ze mną kiedy jestem naćpana? ” O dziwo przestał i chyba powiedział, że przeprasza. Ale nie jestem pewna. Zdjął swoją bluzę i podał mi ją. Dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas byłam bez bluzki. Ponieważ znowu przed oczami miałam czarne plamy zapowiadające kolejną stratę przytomności położyłam się na tej sofie, która jak zauważyłam była zgiłożółta i zniszczona. Daniel wyszedł, a po chwili wrócił z kocami, którymi mnie nakrył. Usiadł na podłodze opierając się o mebel, a moje długie włosy opadały na jego twarz. I tak zasnęliśmy.
piątek, 17 grudnia 2010
Dla niewtajemniczonych
Ogłaszam, że sprawe z Danielem (jeżeli się na to zdobędę) opiszę później. Na razie mogę wam zdradzić, że to nie był mój żaden chłopak czy ukochany tylko prawdziwy kumpel
PS. Jakbyście chcieli wiedzieć to chciałam napisać książkę o swoim życiu (mam pewne znajomości ;] ) ale niestety stwierdziłam że nikt by jej nie zrozumiał gdyż ma ono tak wiele hmn... wątków.
PS. Jakbyście chcieli wiedzieć to chciałam napisać książkę o swoim życiu (mam pewne znajomości ;] ) ale niestety stwierdziłam że nikt by jej nie zrozumiał gdyż ma ono tak wiele hmn... wątków.
To się wydarzyło 19 listopada tego roku nigdy tego dnia nie zapomnę...
Tak! Nareszcie po długiej rozmowie z matką możemy z Julą do manufaktury. Po godzinnym wleczeniu się przez całą Łódź tramwajami dojechałyśmy do manu. Pierwsze co zrobiłyśmy po przyjeździe to zakup wielkiego popcornu po czym zaśpiewałam jej na cały głos „sto lat” i rzucałam w nią popcornem jak konfetti. Wreszcie po trzech dniach zamęczana pytaniami dałam jej mój
prezent – prześliczną bransoletkę, którą mi kiedyś pokazywała. Później chodziłyśmy po sklepach, śledziłyśmy przystojnych chłopaków i wpychałyśmy się do fontanny. Zakupiłam sobie czapkę mikołaja i od razu ją założyłam, a Julcia paradowała ze smoczkiem w ustach. Dużo różnych osób chciało sobie z nami zrobić zdjęcie – z dwiema największymi wariatkami w całej manufakturze!
prezent – prześliczną bransoletkę, którą mi kiedyś pokazywała. Później chodziłyśmy po sklepach, śledziłyśmy przystojnych chłopaków i wpychałyśmy się do fontanny. Zakupiłam sobie czapkę mikołaja i od razu ją założyłam, a Julcia paradowała ze smoczkiem w ustach. Dużo różnych osób chciało sobie z nami zrobić zdjęcie – z dwiema największymi wariatkami w całej manufakturze!
Ale zachciało nam się przewietrzyć i to był kiepski pomysł… Było ciemno, a my poszłyśmy do pobliskiego parku. I wtedy zobaczyłyśmy grupkę dresów… a oni nas. Postanowiłyśmy szybko przejść, w końcu niedaleko jest Piotrkowska. Jednak kiedy przeszłyśmy oni poszli za nami. To co się stało na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Dwóch z nic zaczęło złapało Julę, a ten trzeci próbował złapać mnie. Zaczęłam się z nim szarpać i wtedy spadł mu kaptur…
- Daniel?!
- Roxana?! – rozpoznał mój głos
Nie mogłam w to uwierzyć! To był on… Jak on mógł. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie w bezruchu nie wiem ile czasu. W końcu oprzytomniałam, odwróciłam się i wykorzystałam swoją szansę na ucieczkę. Biegłam przed siebie, nie patrząc gdzie stawiam nogi. Potykając się, wywracając i nie oglądając za siebie dobiegłam do budynków manufaktury. W jakimś kącie padłam na ziemię i zaczęłam płakać. I wtedy on do mnie dobiegł…
- Jak mogłeś…? – zaczęłam cicho
-Ja…
-Nie wiedziałam, że jesteś taki… Myślałam…
-Nic ci nie jest?
-Czy nic mi nie jest?! –wybuchłam większym płaczem
-Już dobrze… Ja wiem…
- Co?! Nic nie wiesz – teraz to już praktycznie na niego wrzeszczałam - Nie wiesz nic o mnie i moim życiu! Minęło 11 miesięcy. Bardzo dużo się zmieniło
-Ja nigdy nie chciałem żeby coś się zmieniało. Wtedy było dobrze
-Ale tak się da! Wszystko się zmienia. Spójrz na siebie! Od kiedy to jesteś dresem? Od kiedy ja pokłóciłam się z Andżelą wszystko się zmieniło. Nawet nie wiesz jak jest mi… źle. Odkąd…
-Odkąd…? – chyba zauważył, że to sprawa, która mocno zaburza moją psychikę, a właśnie chciałam mu się z niej zwierzyć… psycholowi… co za idiotka ze mnie!
- Emmm… - i wtedy to zrobiłam. Odgarnęłam włosy i zobaczył ją. Tę bliznę. Jeszcze nawet nie do końca zbladła, ale w tym zaułku i tak nie było tego widać
-Co… - chyba go zatkało- Co to jest? – jąkał się – Kto Ci to zrobił? – tym razem już wykrzyczał to pytanie
- To… stało się jakiś miesiąc temu. Szłam na spotkanie do przyjaciół… Jakiś facet podszedł od tyłu tzn. napadł mnie. Zaciągnął na siłę do jakiejś klatki… - przerwałam czekając na jego reakcję, ale się nie odzywał tylko patrzył martwym wzrokiem w przestrzeń – Chciał telefonu, kasy… - mówiąc to cały czas po policzkach spływały mi słone łzy - …seksu. Zaczęłam się drzeć – tak głośno jak tylko potrafiłam. Wyjął nóż… zaczął grozić mi, szarpać mną, bił mnie… - i wtedy rozryczałam się na dobre, już nawet nie byłam w stanie wypowiedzieć żadnego słowa
- Wszystko ok. Tu go niema. – zaczął mnie pocieszać i położył mi rękę na ramieniu, objął
- Zostaw mnie! – nie wytrzymałam.
Przecież on też to robi. Jakby w tamtej chwili to właśnie dotarło. Porywa różne nastolatki i nie wiadomo co z nimi robi. Przecież… chciał uprowadzić również mnie… Wstałam i próbowałam uciec w stronę ludzi. Byle jak najdalej od niego. Niestety nie doszłam za daleko, bo zemdlałam. Poczułam jak mnie podnosi. I nic już mnie nie obchodziło! Było mi w tamtej pustce tak dobrze. Czułam jego cudowny zapach i ciepły oddech na swojej skórze… Było tak, jakby świat się zatrzymał specjalnie dla mnie. I wtedy ten idealny wszechświat zalała ciemność.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)