Była noc i nikogo na ulicach… Znalazłam jakiś park. Włóczyłam się po nim wyczerpana. Był w nim staw… Staw! Tak! To ten sam staw, który widać z okna mojej przyjaciółki Marty. Nabuzowana nadzieją i nowa energią zaczęłam poszukiwania. To był numer 12, nie, nie, to był nr 14, a może 16 czy 15? Zamknęłam oczy i wróciłam do wspomnień z dzieciństwa. Kiedy to razem chodziłyśmy do tego parku i puszczałyśmy kaczki na jeziorku. Z którego balkonu wołała nas jej mama na obiad, z której strony? Zdałam się na swoją intuicję. Potwierdziła swoją niezawodność, gdy na domofonie ujrzałam znajome nazwisko. Zaczęłam naciskać guzik jak dziecko z ADHD. Nikt nie podnosił. Tym razem po prostu oparłam czoło o guzik. Odebrała Marcia wrzeszcząca, że zadzwoni na policje jak nie przestane. A ja nie mogąc wydusić z siebie słowa wybuchnęłam płaczem. Poznała go. Ten szloch kiedy w dzieciństwie pokłóciłyśmy się o lizaka, ten płacz po upadku, ten krzyk przy wierzeniach… Ale nie otworzyła, lub to ja nie pociągnęłam za klamkę od klatki, nie pamiętam. Zbiegła do mnie na dół, przytuliła. Nie pytała co się stało. Po prostu zaprowadziła mnie do mieszkania jak dziecko, które jest uzależnione od matki. Gdy w świetle zobaczyła jak wyglądam wykrzyknęła.
- Co ci się stało? – zapytała prowadząc mnie do łazienki – Naleje ci wody, musisz się umyć – oznajmiła już sama płacząc – Nikogo u mnie w domu nie ma, rodzice pojechali do znajomych.
Wiedziała, że nie należy pochopnie dzwonić do moich starych znając już moje przygody. Od uzgodnienia planu ze mną nie ma nic ważniejszego. Opowiedziałam jej wszystko dokładnie, a potem poprosiłam, aby schowała bluzę Daniela i pożyczyła mi jakieś swoje ciuchy. Zadzwoniła do moich rodziców. Ja oczywiście stchórzyłam. Marta powiedziała, że teraz śpię. Znając ich tempo za jakieś 20 min będą… Dowiedziała się, że policja zaraz po zdarzeniu złapała tamtych dresów, którzy „uprowadzili” Julę, a ja tajemniczo zniknęłam. Zawsze miałam, mam i będę miała pecha. Ale dobrze, że Juli nic się nie stało. Rodzicom i na komisariatach ciągle powtarzam, że nic nie pamiętam do momentu kiedy znalazłam się w parku. Wszyscy tłumaczą to sobie moją rozwaloną głową. Ale ja pamiętam i nigdy nie zapomnę… Daniel cały czas do mnie wydzwania (zapomniałam, że on cały czas ma mój numer) Oczywiście nie odbieram. A w takie wieczory jak ten siedzę na parapecie, tuląc jego bluzę , płacząc i patrząc w gwiazdy rozmyślając co by było gdyby…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz